środa, 16 kwietnia 2014

Słowa jak toca

Tak jak gość obok, wychowałem się w okowach łatwo rzucanych epitetów. "Pedalskimi", "gejowymi" czy "ciotowatymi" określeniami skuty był nasz szkolny słownik, w którym pewnie większość słów miała ranić lub wyszydzić. Dzieciaki potrafią być dla siebie okrutne - i nie jest to wcale znak nowych, strasznych czasów - tak było od zawsze. W taki sposób - agresją słowną i fizyczną, oznacza się swój status w szkolnej mikrospołeczności. Nikt z nas nie zastanawiał się wówczas nad znaczeniem tych łatwo rzucanych w twarz oponenta haseł, nikt z nas też zapewne nie miał w intencji faktycznej agresji wobec czyjejkolwiek seksualności. Nikt z nas nie miał tak głębokiej refleksji względem tych chłopięcych wygłupów na szkolnym podwórku ("chłopcy muszą być chłopcami").
Moja pierwsza refleksja pojawiła się w późnym już stadium podstawówki, podczas jednej z wypraw deskorolkowych, gdy twarzą w twarz spotkałem lokalnego transseksualistę - Lucy. To była ta "ciota", która owym epitetem mogła poczuć się autentycznie urażona. Swój przebłysk wrażliwości zawdzięczam zapewne punkrockowi (ta, wiem jak to brzmi) i związanej z nim chęci bycia innym (mimo naturalnych instynktów i buzujących hormonów) niż moi rówieśnicy.
Te słowa, które zdecydowanie mogą ranić, przenoszone na domowy grunt, często eskalowane przez rodzicielską akceptację, stają się łatwym łupem dla ideologii szerzonych przez "narodowo-katolickie", daleko prawicowe organizacje. Łupem, który łatwo przekuć można na konkretnie ukierunkowaną nienawiść.



Ktoś kto dał się zapędzić w intelektualny kurwidołek, w którym niechęć do środowisk LGBTiQ argumentuje się "nienaturalnością" tych "zwyrodniałych" zachowań, łatwo się z niego wygrzebie, zmuszając zwoje do odrobiny refleksji. W ogóle termin "naturalności" różnych zachowań w kontekście społeczeństwa, które 50% swojego życia przeniosła do sfery zapisanej w kodzie binarnym, z miejsca na miejsce przenosi się za sprawką pojazdów jeżdżących czy latających,  a swoją doczesną egzystencję przedłuża za pomocą syntetycznych implantów, brzmi jak lekko ironiczny żart. Nie ma w naszym życiu nic naturalnego, z perspektywy choćby rezydentów zamieszkujących tą planetę 200 lat temu.
"Nienaturalne" i "patologiczne" środowisko do wychowania dzieci? Nie będę nawet z tym polemizował. MOPS ma sporo statystyk i historii apropos tego "naturalnego"..

Zdaje się, że to co chcę powiedzieć zawrzeć można w jednym zdaniu: często kształtujemy swoje uprzedzenia dopuszczając do użytku terminy uwłaczające pewnym grupom społecznym - w taki sposób amerykańscy żołnierze wysyłani na iracki front uczyli się dehumanizować przeciwnika i w taki sposób polskie dzieci uczą się nienawidzić "pedałów", "żydów" czy "cyganów".  Każdemu z nad zdarza się zażartować,  pójść pod prąd znienawidzonej "politycznej poprawności", najczęściej w małym, zaufanym towarzystwie. Jakkolwiek niewinnie, być może właśnie tu zaczyna się spirala nienawiści.

sobota, 12 kwietnia 2014

Bezkarność oprawców

"Liberty And Justice For ...", najlepszy moim skromnym zdaniem album Agnostic Front, swoim tytułem wskazuje jak zawarty w nim wielokropek adekwatny jest do zastosowania tego szczytnego (w swojej oryginalnej formie) hasła w rzeczywistości.



Po przeszło 11 latach kłamstw i półprawd, światło dzienne ujrzał opublikowany przez agencję McClatchy raport senacki, rzucający nieco więcej światła na szemrane działania CIA i jej sojuszników względem ludzi więzionych w imię "Wojny Z Terroryzmem". Opublikowany kawałek dokumentu opisuje w jaki sposób Agencja manipulowała faktami aby dla swoich - bardzo kontrowersyjnych działań, uzyskać przychylność amerykańskiego Kongresu, Departamentu Sprawiedliwości oraz Białego Domu. Publikacja wskazuje w jaki sposób CIA fabrykowała dowody skuteczności stosowanych przez siebie "technik przesłuchań" i w jaki sposób ukrywała faktyczny, bardzo brutalny charakter aplikowanych więźniom tortur przed ustawodawcami. Mroczną tajemnicą owiana była również faktyczna liczba więzień i przetrzymywanych w niej "podejrzanych", którzy stawali się ofiarami tortur. Raport, przygotowywany przez ostatnie 4 lata (pomimo, że organizacje humanitarne oraz międzynarodowa opinia publiczna sugerowała ujawnione właśnie wnioski i naciskała na śledztwo już lata temu) i kosztujący 40 milionów dolarów, nie zmieni zapewne stanowiska Dicka Cheneya, w żywe oczy kłamiącego odnośnie stosowanych przez CIA technik tortur, Donalda Rumsfelda mechanicznie zaprzeczającego wszelkim mniej i bardziej dosadnym dowodom usankcjonowanej zbrodni czy żyjącego w swoim świecie bajek George W. Busha. Zaglądając pod nasz lokalny dywan, nie zmieni pewnie on również martyrologicznego pierdolenia Kwaśniewskiego, który wraz z Millerem uratował Europę przed terrorystycznym zagrożeniem, udostępniając wartą 15 milionów amerykańskich dolarów inwestycję - "bazę", w której nie wiadomo co się działo - nie wnikali. Jeszcze niedawno twierdzili, że "bazy" w ogóle, poza fantazją Leppera nie było...
Idąc dalej, raport może być furtką na znalezienie kozła ofiarnego, pod postacią oficerów agencji, którzy przecież w raportach okłamywali swoich mocodawców co do działań które podejmują, zarówno pod ich nosem jak i na innych kontynentach. Biorąc pod uwagę sygnały dotyczące skali i charakteru tortur, jakie od lat trafiały do decydentów zarówno w USA, UK jak i w Polsce czy w Niemczech, argument odwróconej głowy świadczy albo o niezwykłej (i nieakceptowalnej w przypadku urzędników państwowych) ignorancji lub bezwzględnym cynizmie wspomnianych mężów stanu

Przeszło dekadę temu za decyzją kilkorga ludzi, rzekomo w afekcie zagrożenia terrorystycznego ze strony niewielkiej i niezbyt spójnej organizacji Al-Kaida, sojusz państw tzw. zachodnich wywołał dwie, długie i wyniszczające wojny z państwami dosyć luźno powiązanymi ze wspomnianą organizacją, uruchomił sieć tajnych i jawnych więzień, w których (często bez prawomocnego wyroku) przetrzymywani i torturowani (całymi latami) są ludzie (tak, wbrew anty muzułmańskiej indoktrynacji, to są LUDZIE). Coś mi mówi, że ręka sprawiedliwości, która dla wszystkich powinna być równa, nie dosięgnie tych, którzy przed nią powinni odpowiedzieć..

poniedziałek, 3 marca 2014

Majdan z perspektywy kanapowego głupka

Swoje zdanie o Putinie i jego hegemonicznej polityce względem postsowieckich, nacji wyraziłem 26 i 27.01.2005 roku, gdy odwiedzał Kraków. W roku 2014, gdy pod pretekstem misji stabilizacyjnej (ten termin też jakby znajomy..) wkracza na Krym, moje zdanie na jego temat nie uległo zmianie.
Niemniej papka informacyjna, która karmią nas - z jednej strony prozachodnie, a z drugiej prorosyjskie media, nie obejmuje skomplikowanych mechanizmów działających w chwili obecnej na ukraińskich ulicach (i salonach). Całym sercem popieram wyzwoleńcze ambicje Ukraińców i równie mocno jak gościa obok, oburza mnie brak poszanowania dla praw obywatelskich praktykowany przez Viktora Janukovica. Ale na tej rewolucji, jak na wielu innych, paść bedą się rownież środowiska, którym do tych szczytnych idei demokratycznych jeszcze dalej niż znienawidzonemu prezydentowi.

Proxy - rewolucja

W takiej formie ruchy społeczne na Ukrainie prezentowane są w rosyjskich i prorosyjskich mediach. Inspirowana i finansowana przez zachód rewolucja, która skupiła na Majdanie głownie bojówki faszystowskie i nacjonalistyczne, chcące wymordować Rosjan i wschodnich lojalistów.

Triumf demokracji

Tak z kolei opisują kijowską rzeczywistość zachodnie media.

Prawda, jak zwykle leży gdzies po środku. Na Majdanie swoją frustrację względem sterowanej z Kremla polityce antyspołecznej wylali Ukraińcy, po ludzku zmęczeni oligarchiczną rzeczywistością. Błędem natomiast będzie nie zauważyć kto na rosnących antyrosyjskich , a - im bardziej na zachód Ukrainy, nacjonalistycznych nastrojach zyska. Nie wiem czy w imię pragmatyzmu można przymknąć oko na silny wpływ neonazistowskich środowisk powiązanych z Prawym Sektorem i Svobodą.
W ogniu rewolucji łatwo o manipulację, widać to jak na dłoni przy okazji incydentu, gdy protestujący, wcześniej atakowani przez Svobodę, wspólnie z młodzieżówką tej neo-nazistowskiej partii (C14), wypchnęli z barykad działaczy anarchistycznych przedstawionych jako "antymajdan".




Nawet najsprawiedliwsza rewolucja, w chwili nieuwagi moze zostać zawłaszczona i zamieniona w horror, dlatego martwi mnie brak czujności oraz bezrefleksyjne realizowanie zideologizowanej agendy przez polityczno-medialny mainstream.

Everything You Know About Ukraine Is Wrong

Konflikt Anarchistów ze Svobodą

piątek, 28 lutego 2014

"Koty i i psy mają szczęście.."

Koty i psy mają szczęście, jak dwie dekady temu śpiewał Civ z Gorilla Biscuits.
Co jakiś czas facebookosferę elektryzują odkrycia rodem z horroru Davida Cronenberga - a to konina sprzedawana jako wołowina, a to znowu psina i kocina wykupowana ze schronisk do restauracji... Włos się jeży. Dorzucę swoje 3 grosze - zupełnie niepostrzeżenie, poza reakcją mediów, codziennie miliardy krów, świnek, kur i innych równie sympatycznych zwierzaków zarzynane jest na finiszu swojej dramatycznej, lecz (szczęście w nieszczęściu) krótkiej egzystencji. Egzystencji upchanej w ciasnych klatkach, boksach i transporterach. Motorem wspomnianych, tragicznych zdarzeń, zarówno tych oburzających i tych tłumaczonych tradycją jest popyt. Wszak te dla nas oburzające, nieopodal tłumaczone są tradycją i kulturą - dzieli nas jedynie ocean.
Cieżko jest mi zrozumieć logikę stojącą za tym pozornie oczywistym podziałem - na zwierzęta, które przytulamy i opiekujemy oraz na te które zabijamy i zjadamy. Argumentem, który gdzies tam rzucił mi sie w oczy (w internetach, a jakże), jest to, ze bóg jedne zwierzęta swtorzył do jedzenia a inne do przytulania... No cóż, z czymś takim trudno polemizować..



Z jednej strony nie chcę oceniać niczyich wyborów etycznych, z drugiej jednak krzyk oburzenia w związku z zabijanymi psami, wydobywający się z ust, które przed momentem wchłonęły kawałek zabitej krowy wydaje mi się... hipokryzją..?

czwartek, 30 stycznia 2014

Bojkot konsumencki i jazda pod prąd

Bojkot Konumencki

- mechanizm społeczno - ekonomiczny, znany co najmniej od końca XIXw.
W Polsce praktykowany głównie przez religijnych radykałów, a ongiś przez politycznie zaangażowanych działaczy tzw. "sceny niezależnej". O ile wielu z Was może nie pamiętać kserowanych ulotek nawołujących do bojkotowania Shella, McDonald's czy Coca-Coli rozdawanych na koncertach czy przedrukowywanych w zinach, każdy zapewne kojarzy niedawny ruch sprzeciwu środowisk katolickich pod adresem jednego z producentów napojów energetycznych. 
Z punktu widzenia ekonomii, jest to idealne narzędzie nacisku konsumenckiego, wymuszające na producencie zmianę swojej polityki - karą za niesubordynację jest niższy popyt - czyli straty. Bojkot jest narzędziem skutecznym gdy angażuje w swój mechanizm większą rzeszę zainteresowanych - na poziomie personalnym, jest po prostu sposobem wyrażenia swojej dezaprobaty, czy sprzeciwu. Dla wielu z nas, swoistą formą bojkotu jest wegetarianizm czy weganizm. W skali globalnej, ruch walczących o prawa zwierząt, również poprzez swoją dietę, wywiera nacisk na firmy produkujące żywność, kosmetyki, odzież, a w skali lokalnych społeczności na sklepy i restauracje, wzbogacające pod ich wpływem swój asortyment o produkty przyjazne dla wegetarian. Na poziomie jednostki, to wyrażenie swojego "NIE!" dla torturowania i zabijania zwierząt. 
Świadomy konsument, korzystając z dostępności informacji jaką daje Internet, pozostaje na bieżąco z polityką firm, których usługi lub produkty wykorzystuje. Ciężko będzie skierować wegetarianizm/weganizm na konkretnego przedsiębiorcę/firmę/korporację, ponieważ jest to sprzeciw wobec globalnej idei uboju zwierząt na pożywienie czy ubrania, czy też torturowaniu ich w imię nauki lub higieny. Ta forma bojkotu ma z założenia charakter permanentny. Natomiast sprzeciw wobec Coca - Coli militarnie tłumiącej związki zawodowe w Kolumbii, może mieć formę akcji tymczasowej, zakładającej nagrodzenie firmy poprzez zakończenie bojkotu jej produktów, w przypadku gdy ta zdecyduje się zmienić swoją politykę i uderzyć w pierś. Tutaj czasami pojawiają się schody - często unikanie produktów krytykowanej firmy wchodzi w krew na tyle, że żadna biznesowa rewolucja nie jest w stanie zmienić naszych konsumenckich nawyków. W takiej sytuacji bojkot zostaje oskubany z elementu nacisku, pozostając wyłącznie wyrazem niechęci wobec przedsiębiorstwa/korporacji jako idei.

Jazda Pod Prąd

Jakieś 20 lat wstecz, inaczej niż reszta lokalnych chłopaków, od kopania piłki, jazdy na rowerze i słuchania hitów z wówczas nowo powstałej niemieckiej stacji muzycznej Viva (oglądanej dzięki popularnym talerzom telewizji satelitarnej), wolałem deskorolkę i przegrywane kasety z punkowymi szlagierami. Nie było skateparków, ekipy z którą można było pojeździć, na trucki czy deka zbierało się kasę miesiącami i jeździło dla czystej frajdy - nie dla dobrych zdjęć, filmów i ewentualnych sponsorów. Pamiętam wakacyjne, całodzienne wypady - często samotne. Gdy plecak pakowałem kanapkami, książką i kradzioną paczką fajek. Gdy brałem deskę, podziurawione już nieco buty (pierwsze podróby Vansów, sprzedawane na krakowskim placu targowym) i  cały dzień spędzałem w plenerze. Zupełny spontan - bez telefonu komórkowego, iPada, laptopa, bez ciśnienia czy ktoś oceni stylowość mojego heelflipa. Czysta adrenalina, gdy wyłączasz myślenie co stać się może gdy na pysk spadniesz z murku, próbując wycisnąć ostrego grinda.
Choć ciągle w szafie mam deseczkę i nie czuję się wcale aż takim prykiem by czasami jej na spacer nie zabrać, czasy beztroskich wypadów skateboardowych najpewniej już nie wrócą..

niedziela, 5 stycznia 2014

Wege Policja i rok 2013 muzycznie

Internet po brzegi wypełniony jest najdziwniejszymi wariacjami ludzkiej, niczym nieskrępowanej fantazji. By mieć tego obraz, spojrzeć wystarczy na youtube-owe hity czy przezabawne memy, przesuwające granice oceny rzeczywistości w sposób, w jaki w świecie realnym bywa nieakceptowalny. Własnymi prawami, w internecie rządzą się również dyskusje. Tutaj, skryci za anonimowymi nickami, czy nawet autentycznymi profilami na portalach społecznościowych, czujemy się nieskrępowani, zobligowani wręcz do wypowiedzenia tego, co zza ekranu komputera wypowiedzieć przychodzi z większą łatwością.

Choć ów brak skrępowania, jak dla mnie jest elementem na dłuższą metę dopalającym rozwój idei i relacje międzyludzkie, stężenie hejtingu wyzierające z forów i facebook-owych grup dyskusyjnych jest czasami dobijające. Począwszy od grup z bliżej niezrozumiałych pobudek nienawidzących "trawożerców" (wśród młodzieży z kompleksami tak określa się wegetarian i wegan, jak mniemam), po - z drugiej strony, grup wspomnianych wegetarian  i wegan właśnie, hejtujących bez opamiętania oponentów zbłąkanych w czeluściach internetów, raz po raz trafiających na wegetariańską ścianę facebook-owego płaczu. By nie być opacznie zrozumianym - nie są mi obce agresywne reakcje, rodzące się przy co głupszych pytaniach ("a rośliny to mordujesz i zjadasz..."). Byłem tam. Podobnych potyczek (z tym, że z racji mniejszej dostępności kanałów ineraktywnych, wówczas stoczonych częściej w realu, werbalnie) przeżyłem całkiem sporo. W dalszym ciągu prawa zwierząt są dla mnie zajebiście ważne, a wykluczenie produktów zwierzęcych,  tym samym ograniczenie swojego udziału w cierpieniu i zabijaniu innych istot, jest jedną z podstaw mojej etyki, niemniej lata dyskusji i obserwacji nauczyły mnie kilku rzeczy. I nie chcę tutaj w żaden sposób zadzierać nosa, czy gasić czyjegokolwiek zapału w podnoszeniu tematu ochrony tych, którzy sami chronić się nie mogą, niemniej nie potrafię pozostać obojętny wobec przepychanek, które do niczego nie doprowadzą.
Nikt nie chce słyszeć że robi źle. Zarzut, że jest się bezdusznym mordercą zwierząt, jeszcze nikogo - jak daleko percepcją sięgam, na weganizm nie zawrócił. Wytykanie błędów, to zadanie upierdliwych teściowych - mało skuteczne i w żaden sposób nie wnoszące niczego do dyskusji, na przecież okropnie ważny temat.
Kiedy miesiąc temu, para celebrytów (pff, ten termin wydaje mi się równie pusty, jak bardzo często jego podmiot sam w sobie) - Jay Z i Beyonce ogłosili swój niemal miesięczny okres 100% roślinnej diety, oczy całej wegańskiej ławy przysięgłych skierowane były na niemal każdy aspekt ich publicznej egzystencji. Już w pierwszych dniach oberwało im się za futro w wege restauracji. Naturalnie rozumiem jak oburzający bywa brak konsekwencji, niemniej pośród tych wszystkich uchybień i niedociągnięć ("masz skórzane buty", "jesz właśnie chipsy z inozynianem", "nie sprawdziłeś tablicy Mendelejewa nim zjadłeś tą zupkę"), warto odnaleźć pozytywy - fakt, że coraz więcej ludzi - być może właśnie dzięki pozerskim akcjom gwiazd jak Jay Z i Beyonce, interesuje się weganizmem, losem zwierząt - zaczyna dociekać w jaki sposób jedzenie trafia na ich talerz. Może warto docenić każde staranie, które w rezultacie jest wartością dodaną do procesu polepszania losu zwierząt i planety na której żyjemy. Jestem przekonany - z czysto statystycznego punktu widzenia, że mała grupa wegańskich purystów, znaczy dla zwierzaków i Ziemi o wiele mniej, niż armia"pozerów" na tapecie kolorowych magazynów, pociągająca za sobą rzeszę naśladowców. Sam, zapewne przez wzgląd na radykalne piosenki i fanziny, które mnie wychowały, pozostanę w swoich wyborach radykalny. W SWOICH wyborach...

2013 muzycznie

Jak słusznie moja, dopalona witaminą B12 i nasionami konopi pamięć sięga, to już trzeci rok, w którym odbetonowałem się na muzykę powstałą po tym jak przestałem być nastolatkiem. Również rok 2013 przyniósł kilka fajnych rzeczy, prócz starych zespołów nagrywających nowe płyty, również nowe zespoły i ich nowe płyty. Więc:

Whitman "Miasto Masa Marketing" - zdaję sobie sprawę, jak nieprzyjemne dla muzyków bywają porównania, ale tutaj nie mogę się powstrzymać, bo to że słyszę na tej płycie jeszcze więcej Social Unrest, które uwielbiam, uważam za ogromny komplement - tym bardziej, że SU nie jest kapelą z której często się  "zrzyna". Ba, mam wrażenie, że nie jest kapelą, którą zna i lubi więcej niż 10 osób w całej polskiej scenie hardcore punk.

Adolescents "Presumed Insolent" - kocham ich od niebieskiej płyty, którą usłyszałem jako pierwszą (która to z resztą została jako pierwsza nagrana, więc chronologia zachowana). Chyba nawet jakby nagrali płytę smutnego modern hardcore-a, kochał bym ich dalej...

Good Lookin' Out "This Is It" - prosto w ryj, ale z pomysłem. Nie wiem co urzeka mnie bardziej - muzyka czy urok chłopaków - obydwa atuty są na zajebistym poziomie.

The Swellers "The Light Under Closed Door" - podobały mi się dwie poprzednie płyty, podoba mi się i ta - melancholijnie, melodyjnie - fajne na jesienno - zimowy spacer (choć, z niezrozumiałych dla mnie względów, większość moich znajomych sklasyfikuje ją zapewne jako muzykę w sam raz na upalne lato...dziwne)

Alkaline Trio "My Shame Is True" - są powtarzalni, przewidywalni i nieustannie piszą zajebiste piosenki

SNFU "Never Trouble Trouble Untill Trouble Troubles You" - może powinienem umieścić ich w kolejnym akapicie - "kapele z moich tatuaży", niemniej - abstrahując od dogorywającego już chyba Chi Piga, płyta jest na zadowalającym poziomie.

Night Birds "Born And Die In Suburbia" - to chyba przez moje uwielbienie dla starych, kalifornijskich hardcore-ów jak Adolescents, DI, Decry, ta młoda kapela z Nowego Jorku sprawia, że nóżka sama podryguje.

Billy Bragg "Tooth & Nail - bard politycznej poezji śpiewanej - wspaniałość.

Bad Religion "True North" - ta płyta, po pierwsze zajebiście brzmi (jak wieść gminna niesie, nagrana została analogowo - na taśmy), po drugie skomponowana jest w zupełnie klasycznym dla BR stylu - na moje ucho słuchać w niej trochę Suffer i trochę Generator.

Bl'ast "Blood" - Jeżeli chodzi o materiał, to jest to po prostu "It's in My Blood", z tym że nagrane w innej sesji, z dodatkowym gitarzystą i przed nagraniem faktycznej - kultowej już płyty. Zmasterowana na świeżo przez Dave-a Grohla brzmi dojebanie.

Go Deep "Counseling" - po świetnym koncercie w Krakowie, zakupiłem płytę i uważam, że wraz z Night Birds są moim najlepszym odkryciem w 2013. Ciężko, dziko i bez pierdolenia.

Redhare "Nites Of Midnite" - To też nowa kapela, ale muzycy już lekko zębem czasu nadgryzieni. Jak ktoś lubi emocjonalne i lekko pokręcone waszyngtońskie brzmienia, to mogę mu z czystym sumieniem polecić. Rzecz tak niszowa, że gdyby nie pewien absolutny fan east coast hardcore-a, to bym pewnie nań nie trafił.

War Generation "Start Somewhere Never Surrender" - uwielbiałem i uwielbiam zarówno Reason To Believe jak i Sense Field, a ten zespół to coś pomiędzy wspomnianymi. Jon w znakomitej formie wokalnej, fajne, emocjonalne kompozycje.

Done Dying "Dress For Distress" - dostać prosto w ryj od Dana O'Mahoneya, to sama przyjemność - o ile, jak ja, lubisz No For An Answer



Na swoje miejsce, zasługuje tutaj również nowa płyta Black Flag - zespołu, który jest dla mnie bardzo ważny, być może właśnie dlatego jego nowa inkarnacja, do której początkowo miałem stosunek ambiwalentny, jest zupełną profanacją świętości, jaką ten zespół był. Ten jeden riff, zaaranżowany na 22, bardzo do siebie podobne sposoby, jest tak nudny i chujowy, że płytę można z powodzeniem wykorzystać jako przeciwwagę do wszystkich fajnych rzeczy z 2013, o których pisałem powyżej..

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Said & Done

Kilka wschodów słońca temu, przy okazji wspólnego koncertowania, kolega Ex-pert, z zaprzyjaźnionego zespołu Inkwizycja zwrócił moją uwagę na coś szczególnego - czy skoro piszę teksty w języku angielskim oznacza że nie zależy mi na przekazaniu ludziom tego co mam do powiedzenia? Z tłumaczenia się dlaczego nie piszę po polsku zrezygnowałem dawno temu, niemniej nic nie motywuje tak, jak budująca, koleżeńska krytyka. Przeciwnie. Bardzo zależy mi na tym by zespół był platformą dającą mi możliwość mówienia o tym, co wydaje mi się istotne. Prawdę mówiąc właśnie to skłoniło mnie do założenia punkowego zespołu w pierwszej kolejności. Od momentu kiedy po raz pierwszy usłyszałem Dezertera czy Dead Kennedys, punkrock przestał być dla mnie tylko muzyką, czy wyrazem gówniarskiego buntu. W połowie bieżącego roku, After Laughter wydało płytę Said And Done. Być może te kilkoro ludzi, których zainteresował temat wydawnictwa, próbowało przegryzać się przez liryki, niezbyt poetyckie, więc w mojej opinii łatwo interpretowalne. Niemniej, dla jasności, to co ja miałem w głowie pisząc te teksty.

Disappointment
Kiedy w 2007 roku, po burzliwym okresie rządów koalicji PiS-LPR-Samoobrona, w wyborach parlamentarnych stołki przejęła pozornie postępowa partia PO, większość ludzi o poglądach progresywnych/wolnościowych sporo nadziei wiązało z nową siłą polityczną u sterów kraju. Nawet wśród punx sympatie pro-platformerskie były ackeptowalne o wiele bardziej niż pisowskie. Po ponad półtorej kadencji tej "wolnościowej" formacji, większość środowisk wcześniej zajaranych zmianami w dobrym kierunku odkryło jak złudne były ich nadzieje i jak duże tym samym rozczarowanie. Dla obyczajowych liberałów PO okazało się równie konserwatywne co PiS (z retoryką w wersji light), dla wyborców centrowo-socialdemokratycznych, okazało się partią kolesiostwa i wielkiego biznesu. Tak jak wcześniej PiS, Platforma, mocno wspierana przez dzielnych "reżimowych" dziennikarzy (zmieniła się jedynie metka, z TVP i Trwam, na TVN) trwa w beznadziejnym status quo rozmazywanym showbiznesowymi zagrywkami medialnymi.
Złudzenie mniejszego zła, propaganda oparta na straszeniu społeczeństwa oponentem, zanik debaty publicznej i bezowocna strata czasu, energii i potencjału, pochłanianego przez dokonywanie wyborów spośród głównie dwóch skłóconych partii wywodzących się z jednego środowiska, to temat otwierającego numeru.

New Paradigm
W mojej wizji, punk zakłada podważanie istniejącego ładu i poszukiwanie nowego, świeżego. Odważne porzucenie aktualnego paradygmatu, społecznego, politycznego czy gospodarczego, opartego na silnej hierarchizacji, wpływie kapitału i przestarzałych norm miary (Produkt Krajowy Brutto), w których mierzy się jakość życia obywateli. Ten tekst miał kilka muz. Sporą inspiracją dla niego była książka "Enough Is Enough". Sygnałem, że można inaczej, była również odradzająca się w okowach kryzysu, odświeżona idea kooperatywy implementowana w upadłych, hiszpańskich przedsiębiorstwach. Być może przede wszystkim, inspiracją był dowód na to, że zupełnie oddolnie, bez wsparcia finansowego, można doskonale zorganizować się w inicjatywach takich jak Food Not Bombs, czy Ruch Lokatorski. 

Said And Done
Patrząc restrospektywnie na to, o czym kiedyś mówiliśmy ze sceny, widać sporo osiągnięć, ale i trochę porażek. Fakt, że tematy takie jak prawa zwierząt, etyczny handel, aktywizm obywatelski i  podobne inicjatywy - ongiś będące w głębokim undergroundzie, bardzo często powiązanym z punk/hardcore, teraz są tematami mainstreamowymi, wręcz modnymi, to zwycięstwo. Fajnie jest bez większego problemu kupować "etyczne" produkty, w mediach widzieć niemal rzeczową dyskusję o ruchach alternatywnych, squatingu, freeganiźmie, a na obiad pójść do jednej z kilku wegańskich restauracji. Niemniej jednocześnie sama rewolucyjna idea "sceny" została mocno rozrzedzona, zaadaptowana przez media, firmy odzieżowe, gadżetowe itd. Coś za coś…(?)

Dawn
Problem odradzającego się neonazizmu, rasizmu i ksenofobii, często sprowadzany jest do absurdalnych lewackich urojeń. Niemniej wystarczy spojrzeć na pomysły i popularność greckiego Złotego Świtu, węgierskiego Jobbika czy na mokre marzenia polskich nacjonalistów zrzeszonych w legalnie działających organizacjach około politycznych.  Nie trzeba też szukać aż tak daleko. Czasami wystarczy zapytać znajomego wolnościowca o zdanie na temat Romów lub Muzułman...

Alone In The Dark
To, że można tu znaleźć to, czego nie znalazłeś/łaś gdzie indziej, jest tym, co pociągało i nadal poniekąd pociąga mnie w hardcore punku. Nie trzeba ukrywać swojej hierarchii wartości i tego, że te wartości masz - nawet jeżeli owa hierarchia odstaje zupełnie od tej uznawanej w "zewnętrznym świecie". Z czasem moja idylliczna wizja "sceny" została mocno zweryfikowana, ale dalej jest ona dla mnie skrawkiem rzeczywistości, gdzie mogę poszukiwać alternatywy dla tego, często przytłaczającego i pojebanego świata. Prócz tego, ciągle można tu znaleźć sporo ciekawej i wartościowej muzyki i idei, ciągle nieakceptowalnej w popkulturze - pomimo wytężonych starań korporacyjnych PR-owców.

20 Seconds
Okres w którym piastujemy rolę głównego konsumenta zasobów planety, jest stosunkowo (do czasu istnienia Ziemi w ogóle) krótki. Niemniej udało nam się wyssać z niej większość surowców i wymazać z jej powierzchni całe gatunki innych niż ludzie zwierząt. 

Stab Me
Mam dosyć niską samoocenę, ciężko przyjmuję krytykę, często - jak każdy pewnie, czuję się niedoceniony, a w szczerość ciepłych słów pod moim adresem, często powątpiewam - nie potrafię przyjmować komplementów.

Coffee Isn't Enough
Moja potrzeba samokontroli jest niemal obsesyjna - lubię trzeźwość i świadomość tego, co dzieje się wokół mnie. Zapewne z tego powodu ciągle jestem straight edge i z podobnych powodów (poza walorami smakowymi) pijam tytułową kawę. Niemniej często problemem nie jest to czym się szpikujemy lub nie szpikujemy - problemem jest ułomność ludzkiego umysłu, który lubi rozpamiętywać i planować, jednocześnie przegapiając chwilę obecną. Idealnym stanem dla mnie, będzie zmuszenie umysłu do życia nie dniem wczorajszym czy jutrzejszym, lecz TU I TERAZ.

Island
Ciekawe a zarazem frustrujące jest, jak ciężko jest spojrzeć na świat oczami drugiego człowieka - nawet jeżeli ten drugi człowiek jest partnerem z którym dzielisz większość swojego życia. Jak ciężko czasami jest odgadnąć myśli, intencje czy potrzeby ukochanej osoby i jak często w skutek tego ją krzywdzimy. 
O relacjach międzyludzkich - miłosnych, przyjacielskich, wrogich,  powstały miliony utworów - muzycznych, literackich, filmowych. I zapewne powstanie ich jeszcze więcej, bo to zajebiście interesujący (i emocjonujący) temat, a w brew staraniom akademickich i domorosłych analityków, nie udało się go jeszcze nawet zadrapać..