poniedziałek, 2 marca 2015

Bad Hair Day

Jeden z tych dni, gdy wstajesz z łóżka pełen nadziei, życie jednak postanawia sprowadzić cię do poziomu gleby. Myjesz zęby, bo tak powinieneś robić, żeby ci z paszczy nie wypadły inspirowane paradontozą, upuszczasz szczoteczkę wprost na około muszlowy obszar łazienkowej podłogi. W międzyczasie ekspres do kawy, mający przygotować ci najpyszniejszy element poranka, wariuje i przelewa wodę z kawą, zamiast do dzbanka, wprost na kuchenny blat - okazało się, że nie domknąłeś kieszeni z filtrem. Znowu… Nadal nie tracisz nadziei, przecież to tylko ciężki poranek. Jesteś zaspany, masz niewiele czasu, sporo planów i całe to gówno… Postanawiasz wziąć się w garść i spacerem udać  do pracy. Po wyjściu na pole świat zaskakuje cię po raz kolejny - z nieba leje się deszcz. Zajebiście. Nie wracasz po parasol, bo jesteś spóźniony. Chcesz posłuchać pokrzepiającej muzyki, ale jedyne co znajduje się na twojej playliście to Dead Kennedys. Słuchając płyty sprzed ponad 30 lat, z przykrością uświadamiasz sobie jak bardzo teksty zawartych nań kawałków ciągle są aktualne. Nadal toczą się niesprawiedliwe wojny, na których zyskują elity a tracą (czasem i życie) obydwie strony mięsa armatniego. Ludzie w dalszym ciągu są chciwi, w dupie mają bliźnich, a środowisko naturalne znaczy dla nich niewiele w obliczu potencjalnych zysków. W pracy odbijasz się od kilku ścian i wyczekujesz pójścia do domu, gdzie twoją jedyną ambicją jest zrobić sobie obiad i obejrzeć ulubiony serial. Po drodze dowiadujesz się, że koncerty twojego zespołu, na które bardzo liczyłeś strzelił chuj, bo przecież hardcore jest w tak zajebistej kondycji…
Idziesz do sklepu, z nadzieją że kupisz coś naprawdę zajebistego co poprawi twój nastrój, bo przecież żyjemy w zajebistych czasach, gdzie wegański ser możesz kupić w osiedlowym sklepie (nigdy nie sądziłeś, że takowych dożyjesz). To pozytywne zjawisko, nie? Prócz tego, że 98% ludzkości dalej wpierdala mięso, gdzieś mając cierpienie zwierząt i katastrofę ekologiczną zawarte w ich kotlecie. Docierasz do domu, przygotowujesz sobie wymarzony obiad, siadasz przed telewizorem i.. okazuje się, że twój ulubiony serial to powtórka. Włączasz kanał informacyjny a tam karierowi politycy, tak elastyczni, że w przeciągu dwóch ostatnich dekad barwy polityczne zmieniali częściej niż bieliznę, roztaczają śmiałą wizję przyszłości, przyszłości, która przecież nie nadejdzie, bo zdechniemy z głodu lub zarażeni egzotyczną chorobą spowodowaną ocieplającym się klimatem oraz idiotami bojkotującymi szczepienia.  Ci przespali lekcję historii na której reszta uczyła się jak, nim farmacja pchnęła cywilizację do przodu, ludzie dożywali trzydziestki i umierali na przeziębienie. W sumie może taka selekcja była potrzebna. Nie było wówczas trzykrotnego przeludnienia na planecie zwanej Ziemia - co dzień dymanej przez jej mieszkańców. Odpalasz Instagrama, żeby oddać się bezmyślnej rozrywce przeglądania cudzych zdjęć, a tam posty PMA wokalisty popularnej kapeli hardcorowej, który ma tylko te zajebiste dni. Wtedy pękasz. Zamykasz oczy, i pomimo że przecież jesteś przeciwnikiem prawa do posiadania broni, w swojej wyobraźni strzelasz na oślep z ogromnego CKM-a z bogatym zapasem amunicji, W tle słyszysz ostatnią płytę Sheer Terror.. "My only wish, my one desire, set your fucking world on fire.." Bo to jeden z tych dni...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza