wtorek, 17 lipca 2018
Gdy Wszyscy Mówią A Nikt Nie Słucha
środa, 21 marca 2018
(Nie tylko) 21 Marca
21 marca 1960, w Sharpeville (RPA), podczas pokojowej demonstracji miejscowej ludności reprezentowanej przez African National Congress (ANC), z rąk policjantów zginęło 69 osób. W samej demonstracji, która w kulminacyjnym momencie osiągnęła liczbę 20 000 uczestników, czarna społeczność izolowana w mało rozwiniętych ośrodkach urbanistycznych jak Sharpeville właśnie, sprzeciwiała się przepisom ograniczającym migrację do miast i pogłębiającym segregację rasową w apartnheidowej Afryce Południowej,
Rzecznicy policji tłumaczyć będą po zdarzeniu, że punktem zapalnym dla tragicznego zdarzenia były agresywne zachowanie demonstrantów oraz młody wiek i niedoświadczenie wysłanych na barykady policjantów. Zdawało by się, że obydwie strony mają swoje racje. Z tym, że ta fałszywa symetria zakłada, że racje bandyty równe są racjom ofiary.
17 marca 2018, uczestnicząc w proteście przeciwko rasizmowi, mam silne poczucie abstrakcji, jakim cudem w kraju dotkniętym przez ideologię segregacji rasowej i zbrodnie nią inspirowane, nadal konieczne jest odmrażanie sobie tyłka w akcie sprzeciwu przeciwko czemuś z czym nie warto dyskutować. Potrzeba takich reakcji wydaje mi się równie irracjonalna, jak demonstrowanie przeciwko bandziorom okradającym staruszki - narzędziem, które radzić sobie powinno z podobnymi zjawiskami jest prawo karne i służby je egzekwujące.
Tak było by przynajmniej w idealnym świecie. Nie żyjemy w idealnym świecie. Żyjemy w świecie, w którym do niedawna jeszcze organizacje promujące „separatyzm rasowy” mogły liczyć na wsparcie (również finansowe) partii rządzącej, a niedawny jeszcze minister MSWiA straszy społeczeństwo imigrantami z bliskiego wschodu. Świecie, w którym prezydent prawdopodobnie najpotężniejszego w świecie kraju, założonego z resztą przez imigrantów, odgraża się budową muru blokującego … imigrację. W tym świecie, w którym chore fantazje legitymizowane są przez polityków i media, jedynym rozwiązaniem wydaje się być protest. Protest na ulicy, protest przeciwko absurdalnej symetrii, która chce rasistów i antyrasistów ukazywać jako dwie, równe sobie, zwaśnione strony. Symetrii, która prezentuje „ludzką twarz nacjonalizmu”, dając głos faszystom „zaszczutym przez dyktaturę tolerancji”.
Jeżeli zrezygnujemy z ostracyzmu postaw rasistowskich, ksenofobicznych czy faszystowskich, możemy wrócić - szybciej niż nam się wydaje, do pełnoprawnej dyskusji o tym, czy Żydzi powinni mieć prawo do działalności gospodarczej a czarni mogą korzystać z publicznych toalet…
środa, 7 marca 2018
Dziewczyny Wygrają
Od retoryki “fajna dupa z ryja” po łapanie za intymne części ciała, promowane z resztą przez obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, brak elementarnego szacunku dla kobiet zdaje się rozlewać pośród naszego "cywilizowanego" społeczeństwa. Trudno - szczególnie facetom, wyobrazić sobie, że ta "niewinna" (bo jedynie werbalna) forma "końskich zalotów" jest w rzeczywistości słowną agresją często wywołującą w adresatkach obrzydzenie czy nawet strach. Dlaczego ten poniżający stosunek do naszych córek, matek, sióstr i żon jest powszechnie tolerowany? Czy jest to przekonanie, że wszystko to jest mniej lub bardziej wysmakowanym, niewinnym żartem, albo formą komplementu? Czy być może jest to kulturowo wyuczona forma zaznaczania naszej męskiej dominacji w świecie coraz bardziej dominowanym przez niewygodną, kobiecą siłę? Najłatwiejsza była by pewnie próba wpisania tego mniej lub bardziej ordynarnego seksizmu, w rezultat popkultury eksponującej półnagie (lub nagie) damskie ciała, mam jednak wrażenie, że niewiele rzadsza ekspozycja ciał męskich nieszczególnie wpływa na pozycję społeczną panów.
Zdarzyło mi się kilka razy uczestniczyć w kościelnych nabożeństwach związanych ze ślubami moich przyjaciół i właśnie tam słyszałem zwykle dosyć zatrważające instrukcje funkcjonowania tradycyjnej rodziny, gdzie mężczyzna jest "panem domu" a kobieta "usłużną" niewiastą, zmiękczające i kojącą męskie serce. Całości dopełnić może jedynie żart - "panowie, pomagajcie swoim żoną, pozbierajcie czasami swoje brudne skarpetki", będący niejako miarą postępu tej skamieniałej instytucji jaką jest Kościół. Skamieniałej, nadal jednak niestety opiniotwórczej, wspieranej dodatkowo przez legislatorów czuwających pieczołowicie nad łonami i społecznymi rolami pań. Refleksja nad tym, czy źródłem tego seksizmu (ponownie nazywając rzeczy po imieniu) są faktyczne nauki Kościoła, czy też środowisko zdominowane przez patriarchów z nieczynnymi (przynajmniej w założeniu) narządami płciowymi, jest niczym rozważanie czy najpierw było jajko czy kura - szczególnie dla religijnego ignoranta, jakim jestem.
Pocieszające jest to, że od czasu gdy kobiety wywalczyły sobie prawo udziału w życiu publicznym, zawodowym przeszliśmy długą drogę. Ruchy kobiecie wydają się być przyszłością aktywizmu, dając niespotykane dotąd oręże solidarności. Jaka bowiem inna grupa dyskryminowana i krzywdzona, ma taki potencjał do zjednoczenia się ponad podziałami etnicznymi, światopoglądowymi czy narodowymi?
Od Czarnego Protestu po Women's March, dziewuchy zdają się brać los nas wszystkich w swoje ręcę, a reakcyjny bełkot jak pozornie humorystyczne warsztaty zatytułowane "Jak Być Posłuszną i Uległa Żoną", to ostatnie tchnienie zaszczutej i odchodzącej w niebyt skamieliny.
czwartek, 9 listopada 2017
11 Listopada
środa, 5 kwietnia 2017
Idealizm vs Pragmatyzm
niedziela, 29 stycznia 2017
Jajko Czy Kura

Trend wrogości do wszystkiego co nie jest spójne z białym, chrześcijańskim profilem etniczno-tożsamościowym wydaje się być szczególnie dominujący w europejskim i amerykańskim pejzażu społecznym. Od Brexit, poprzez ustawy antyaborcyjne i antyimigrancką retorykę, po Trumpa obsadzającego swoją administrację neonazistami. Horyzont wydaje się być zdominowany przez dyskurs obarczający winą za światowy kryzys "obcych" oraz "lewacką" ideologię otwartości. Na myśl przywodzi to niemiecki marzec 1933. Wydaje się, że coś co tliło się od lat, powstrzymywane nieco przez "poprawność polityczną", teraz dostało zielone światło i eksplodowało. Pali meczety i bije studentów z wymiany. Demoluje sklepy i domy imigrantów (również polskich) oraz (znów) upolitycznia kobiecie łona. Prawa mniejszości seksualnych zeszły na dalszy plan, bo wątpliwe jest prawo do własnego zdania, jeżeli nie jest ono spójne z dominującym kierunkiem rozumowania.
Często sam jestem ofiarom swojego zbyt dużego zaufania w demokrację i wiary w wartość płynącą z różnorodności światopoglądowej. Nadal wierzę, że monopol paradygmatu i duszenie się we własnej, sztywnej wizji świata nie służy ani społecznemu współżyciu, dialogowi ani jakiemukolwiek rozwojowi. Natomiast sytuacja w której dominująca narracja, mało tego, że niechętnie dopuszcza do głosu innych, orze osiągnięcia, które - jak wierzę, pozwalają nam koegzystować we względnym pokoju, wydaje się być sygnałem alarmowym. Żadne przywileje i prawa nie są nam dane. Są, dopóki je egzekwujemy i ich bronimy.
Czy zatem fala kryzysów gospodarczych, coraz większe rozwarstwienie społeczne, plutokratyczne rządy (często mylnie określane "lewicowymi") były powodem frustracji, sprytnie wykorzystanej przez prawicowych populistów? Czy też nienawiść do wszystkiego co inne i obce głęboko zakorzeniona jest w naszych umysłach i czeka tylko na szansę by objąć stery naszej historii? Uparcie i naiwnie chcę wierzyć, że nienawiść to sprytnie ukierunkowana przez cynicznych demagogów złość. Trudno było by mi żyć z przekonaniem, że każdy wyborca Trumpa, PiS, Theresy May czy Marine Le Pen to ziejący nienawiścią ksenofob. To oznaczało by, że jakiekolwiek próby wpływania na aktualną rzeczywistość są zupełnie beznadziejne i oznaczają wojnę - my kontra oni.
Bezcelowe Dywagacje Polityczne
Nie ma wątpliwości, że tendencje w polityce europejskiej oraz amerykańskiej w obecnym czasie są skoncentrowane wokół reakcyjnego, konserwatywnego, a często ksenofobicznego nurtu. Niemniej stwierdzenie, że jest to wynik upadku wartości postępowych czy też porażki mało wyrazistych i konsekwentnych środowisk lewicowych, będzie tylko małą częścią prawdy. Tak jak nie da się w łatwy sposób sklasyfikować wyborców danej formacji, nie sposób też wskazać jednej przyczyny (i ewentualnego remedium na nią) tego stanu rzeczy. Najpierw trzeba by rozdzielić motywacje ludzi czynnie uczestniczących w procesach politycznych - na emocjonalne i merytoryczne. Przeważnie w podejmowaniu decyzji towarzyszą nam wszystkim obydwa elementy, niemniej w różnych stosunkach. Biorąc pod uwagę trend memoizacji i infantylizacji przekazu (przy okazji kampanii wyborczych ale również w czasie sankcjonowania, czy też podważania - w przypadku opozycji, rzeczywistości powyborczej) mniemam, że większość odbiorców komunikatów, to ludzie kierujący się głównie emocjami. Tak przynajmniej obstawiają spin doktorzy, co szczególnie widać było w wyborach prezydenckich w USA, gdzie urząd objął gość najpopularniejszy, najgłośniejszy i działający według marketingowej maksymy: "nieważne jak mówią, byle by mówili". Krótkie i proste zabiegi retoryczne ("pozbędziemy się imigrantów", "wysuszymy bagno", "rozbijemy układy"), nazywane czasami "populizmem", zdecydowanie trafiają w emocje i o ile nie zostaną przeanalizowane przez rozum, w łatwy sposób polaryzują odbiorców. Część - zazwyczaj zmęczona status quo, bez namysłu podda się nośnym hasłom, inna część - zrażona hasłami godzącymi w ich wartości, przeciwnie. O ile postać Trumpa może być łatwiejsza do klasyfikacji - z racji na pewnego rodzaju dystynkcję jaką niesie ze sobą amerykański urząd prezydenta i tego jak bardzo postać popularnego biznesmena z niewyparzoną gębą i totalitarnymi zapędami do niej nie przystaje, o tyle różnice pomiędzy dwoma największymi obozami politycznymi w Polsce mogą pozostawiać więcej odcieni szarości.
Przechodząc do drugiej grupy uczestników życia politycznego - tych rządnych informacji merytorycznych, sprawa wydaje się nieco komplikować. Szczególnie z perspektywy partii, która chciała by ze swoim programem wpisać się w potrzeby społeczne, ucząc się ich na podstawie wyników ostatnich wyborów. Klasyczny rozdział (lewica - prawica) wydaje się nie mieć zastosowania w przypadku partii, które (nawet jeżeli na poziomie deklaratywnym tylko) są jednocześnie postępowe społecznie (czyli klasycznie kojarzone z lewicą) a liberalne gospodarczo (klasycznie konserwatywna polityka fiskalna kojarzona z prawicą), lub odwrotnie. Być może rozdział dwuosiowy (Lewica, Prawica, Populiści, Libertarianie) bardziej przystaje do czasów w których żyjemy, wydaje mi się jednak, że ilość informacji i zmiany społeczno-gospodarcze przed jakimi stoimy generują nieco inny rozdział:
- Widzów - którym do podjęcia decyzji wystarczy dobry spektakl i nośne hasła
- Analityków - którzy przed podjęciem decyzji przeanalizują program wyborczy, wycieki z WikiLeaks, stos artykułów z portali internetowych i raporty finansowe kandydatów
- Wiernych Wyborców - którzy od lat głosują na swoją partię, niezależnie jaki program i jakie hasła aktualnie ona promuje

